niedziela, 24 lutego 2013

Kolejne wyszywane lalki


Wstawiam te zdjęcia, choć patrzeć na nie nie mogę. Jakoś ostatnio wyjątkowo brzydko wychodzi mi uwiecznianie naszych prac. Obok mnie stoją kolorowe, radosne i zachęcające lalki a na zdjęciach widać małe potworki dziwaczki.

Obi są mięciutkie, milutkie i jakby wiosnę kopniakami zachęcające do przyjścia ;) Włoski ich, soczyście pomarańczowe dekorują kokardki czy czapeczka z daszkiem. Twarz wyszyta nie zejdzie na pewno przy praniu, a wszystkie ciuszki zdejmowane, dają duże możliwości zabawy.


Spodnie za szczypankami, mniejszymi czy większymi, ładnie współgrają z z bluzkami typu "chińskiego", z małą stójką i szerokimi rękawami. Dodatkowo ich stopu ozdobione są ciepłymi, filcowymi butkami, również do zgubienia wśród zabawek ;)


Wyjątkowo nie mają swoich imion. Nie weszły mi do głowy ;) Obie są szczebiotliwe, ale i z charakterem. rozwinięte emocjonalnie, ale i w kącie same się sobą zajmą, kochają wszelką sztukę, ale i serialem nie pogardzą. Są i do tańca i, do różańca, chętne do wyjazdu, do nowego domu.

***
Ogólnie to mamy już dosyć zimy. W tamtym roku ledwo sanki wyciągnęłyśmy a już musiałyśmy je chować, a w tym...och śniegu po kokardę. Już nawet Kinga chciałaby zbierać stokrotki na trawniku za domem i biegać po placu zabaw a tu...non stop śnieg. Brudny kominowego dymu, obsikany i obkupkany zewsząd, wcale nie klejący się, żeby choć bałwana jakiegoś poczynić, a jak już to nie nadający się czystością do tego.

Za chwile też 4 urodziny Kingi. Już przygotowujemy menu, już zastanawiamy się kto do dziecięcia przyjedzie, jak wystroić pokój i co zabrać do przedszkola, na pierwsze 

piątek, 22 lutego 2013

Elizabeth




Lalkę dokończyłam szyć dla Aldony,a może Jej Córki, czy właściwie przyszłej wnuczki...
Ona sama - Aldona, napisała o niej...Autorka cienkiej książeczki, widocznej na zdjęciu, Mary Hickey, opisuje trzy lalki-szmacianki, które ze swymi małymi właścicielkami i ich rodzinami „podbijały Dziki Zachód”, towarzysząc ludziom w wędrówce ku nieznanym terytoriom. 

Jej bohaterki to Beth (1750 r.), Elizabeth (1860 r.) i Lizzie (1904 r.). Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszystkie mają coś wspólnego z Elisabeth Benett, bystrą i niezależną heroiną „Dumy i uprzedzenia” Jane Austin… ☺ Książeczka zawiera wykroje i wskazówki, jak uszyć lalki, oraz dwa miniquilty dla nich (patchworkowe kołderki, o wzorach „Kurza stopka” i „Tulipany z prerii”). 

Sprowadziłam ją kiedyś ze Stanów. Tak, miałam – równo 20 lat temu, jak się okazuje! – ostrą „fazę” na szycie quiltów (pikowanek) i patchworków (kompozycji z łatek). Moja córeczka miała mniej więcej dwa lata. Kupiłam tę książkę, widząc na okładce lalę podobną do ukochanej, szmacianej Petroneli z własnego dzieciństwa… I zabrałam się do szycia. Mary Hickey pisze, że lalki są bardzo ważne w rozwoju każdego dziecka: przytulając je, karmiąc, czesząc, bawiąc się w dom czy tuląc dla poczucia bezpieczeństwa, dzieci od zawsze cieszyły się z przyjaźni lalek… Dziewczynki i dorosłe kobiety łączy z lalkami więź szczególna. Rozwijają w nich opiekuńczość, umiejętności troszczenia się o kogoś, okazywania mu czułości, wyrażania uczuć. Dlatego nie chciałam, żeby moja córka miała wyłącznie Barbie ☺ 

Prawdziwa lala „do kochania” powinna osobowością i wyglądem przypominać dziecko, które ją posiada. Miękka, miła przytulanka łatwiej staje się nieodłączną towarzyszką i ma silny wpływ na rozwój emocjonalny i uczuciowy dziecka. Wierzyłam w to, więc z zapałem zabrałam się do szycia! Dawniej często babcie i mamy same szyły swoim dziewczynkom lale. Do wyboru były: Beth – tak jak jej właścicielka, Johanna, miała rude włosy, a na szyi satynową wstążkę. Mieszkały w Moody Corners w Massachusets, obie nosiły sukienki i pantalony zgodne z modą panującą w 1750 r. wśród osadników. Albo Lizzie – w 1904 r. przyjechała z małą Martą Oleson do Bella Coola Valley w Kolumbii Brytyjskiej, do Kanady. 

Hickey pisze, że Marta sypiała z Lizzie w objęciach na rozkładanym łóżku, w chatce z bali, którą w pionierskich latach zbudowali jej rodzice. Lizzie miała dobre serce, swój koszyk chętnie dzieliła z Henriettą – ukochanym kurczakiem Marty. Ogrzewała biedulę, która podczas wyjątkowo mroźnej zimy straciła jedną nóżkę. Uśmiechniętą buzię Lizzie wyhaftowała babcia Marty.




Strasznie dużo przyjemności sprawiło mi dokończenie jej :) Trudno tu cokolwiek napisać bo praca ta była wyjątkowa, metafizyczna i pełna pozszywanej z łatek, rodzinnej historii i wspomnień. Nie napiszę która szmatka co przedstawia, ale są to prawdziwe zdobycze, pełne nostalgii, które nie raz i nie jedną osobę wzruszą, a dla ostatecznej właścicielki lalki, powinny być prawdziwym, niemal reliktem. Sukienka ciążowa babci, bluzeczka mamy...oj oby dodawać do niej coraz to nowych szmatek i przekazywać z rąk do rąk...

Dla mnie było to niesamowite przedsięwzięcie...a za sama lalka aż tęskniłam...Taka magiczna jest...


***

Nasza lalka szyta dla Unicef'u pojechała na konkurs do Wrocławia. To tam będą ważyły się jej losy i fakt, czy do kiniowego przedszkola przyjedzie Majka Jeżowska :)
Kciuki więc mile widziane :)

piątek, 15 lutego 2013

Emilka


Emilka ujrzała światło nocnej lampki wczoraj, a już dziś dołączyła do koleżanki, żeby sprawić wszystkim sporo radości i, razem z Różyczką, na dobre rozpocząć przywoływanie tak potrzebnej wszystkim wiosny.


Emilka jest przekochana. Uwielbia tańczyć, śpiewać i czytać książki. Układa fantastyczne opowieści, wymyśla zajmujące gry i zabawy i robi najwspanialsze "zajączki" na ścianie. 
Kocha przyrodę, chętnie biega po łące ścigając się z motylami i serce oddaje nawet najbrzydszemu robalowi ;)
Jest pełna gracji, słucha jak nikt inny i, choć wielokrotnie nie potrafi pomóc w rozterkach, gdy uściśnie całą sobą...świat się rozjaśnia, a kłopoty chyba same znajdują rozwiązanie na ich rozwiązanie ;)


Nie wiem jak to robię, ale na zdjęciach wychodzi...włochata ;) Nie jest :)
Razem z Różyczką czeka na dom :)

***

Kochani a ja Was ściskam gorąco.
Świadomość, że w najróżniejszych zakątkach świata siedzą osoby czekające na te kilka słów, na parę zdjęć...bardzo podbudowuje i rozjaśnia teraźniejszość :)
Dziękuję za wszystkie wyrazy przyjaźni / dziękujemy :*

środa, 13 lutego 2013

Różyczka


U nas powstają powstają takie oto, kolorowe i całkiem wesołe istotki.

 

Różyczka tak w ogóle kogoś mi przypomina i męczy mnie, bo nie mogę sobie tego kogoś przypomnieć na dobre ;).
Jest bardzo wesoła, rezolutna i z charakterkiem niemal wybuchowym. Z pozoru jest złośnicą niesłychaną ale w końcowym rozliczeniu widać, że spostrzeżenie to jest zupełnie nietrafione. Jak się bowiem wnerwi to na całego i trudno o tym zapomnieć, ale w większości czasu biega po mieszkaniu, rozwala świecidełka twierdząc, że ulepsza świat i często wielkim kokiem strąca filiżanki ze stołu i inne dostępne rzeczy ;) 
Gdy jednak już tak przebiega to wydaje się, jakby bałaganiła róża, rozrzucała coś tęcza, przewracała życie do góry nogami jakaś wróżka ;)
Biega w tych swoich pantofelkach, rozbiera się, przytula, jak trzeba pierze i przede wszystkim śmieje się na całego..zarażając tym śmiechem wszystkich wokoło.


Z przyjemnością znajdzie swoje miejsce na ziemi...

piątek, 8 lutego 2013

Przedszkolny Unicef i szmacianki


W Kingi przedszkolu zaczęła się akcja zbierania funduszy dla Unicefu pod hasłem Wszystkie Kolory Świata. W tym celu uszyłyśmy sporej wielkości lalkę, według szablonu odgórnego, którą przerobiłyśmy na anielicę :)


Nasza lalka, nazwania przez Kingę Kingą albo Sowinką, zależnie od yyy humoru chyba ;) jest w kolorowej sukience ponieważ świat dzieci, którym w tej akcji pomagamy, powinien być zawsze kolorowy, wesoły i pozbawiony trosk. Każde dziecko powinno móc wyspać się dobrze jak sowa i być mądre jak ona, przez dostęp do nauki i kultury. Anielica oczywiście ma też halkę typowo anielską, bo jednak dziecko powinno mieć zawsze koło siebie troskliwą, kochającą i chroniącą go osobę, a butki jak baletki baleriny zdradzają umiłowanie dzieci do zabaw, tańca i ruchu. 
Włosy to kolejny kamuflaż przesłania ;) Uważamy, że dzieci powinny mieć nie tylko słodkie życie z odrobioną słodyczy samej w sobie ale i lekkie. Włoski bowiem są jak wata cukrowa. Miękkie, białe i z kolorową posypką, która została zrobiona z koralików podarowanych przez Kingę.
Anielica oczywiście ma skrzydła, bo jakaż to byłaby anielica, gdyby skrzydeł nie miała. Są one jednak zdejmowane, jak każdy z elementów jej ubioru, bo gdy dziecko urośnie...nie raz zrzuca anielskie skrzydła ;) i zamiast fruwać w chmurach śmiga po niebie na...miotle ;)



Taka nam Kinga / Sowinka wyszła :)

***
Do tego dorobiłyśmy szmacianki dla Kasi i Gosi. Wszystkie trzy pojechały już do dzieci, dla których przewidziane były :)




Nam osobiście, szczególnie podoba się ta w "róże", gdyż materiał jest prześliczny! Soczysty, kolorowy i bardzo wiosennie nastrajający :)


***
Jeszcze w akcji pomagania uczestniczymy, do której serdecznie zapraszamy.

ANIOŁEK DLA KUBY
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...