niedziela, 30 września 2012

Golaski i pościel sowia



Ubolewam bardzo, bo skończył mi się już ten prześwietny materiał, pełen słońca, ciepła i radości.
Ze smutkiem więc, choć i wielką radością szycia, powstały chyba ostatnie już golaski, każdy z kolorowym nosem, fantazyjnymi uszami i charakterkiem, nie raz, nie do pozazdroszczenia ;)


Chyba nie trzeba zgadywać, patrząc na mordki królików, który jest bardziej, który nieco mniej żywiołowy ;)


***


Koleżanka poprosiła mnie też o uszycie pościeli w sówki, które od razu jej się spodobały.
Usiadłam więc do maszyny, wciąż z pewnością, że krawiec ze mnie marny i uszyłam, co tam mi wyszło...
Kołdra w słusznych rozmiarach przedszkolnych ;), dwie poszewki na podunie, a wszystko kolorowe i zachęcające.
Jako, że nie bardzo umiem i lubię męczyć się z guzikami, a głównie z dziurkami do niech (!) postawiłam na rozwiązanie, chyba dla każdego lepsze...
Zamiast kombinacji i potu z czoła, wszyłam kawałki rzepu, mocno przyszytego do całości, co i mi nie sprawiło trudności i, mam nadzieję, nowemu sypiającemu, nie pozwoli odpiąć wszystkiego podczas nocnych "biegów" a jak trzeba, też nie stanie się źródłem płaczu z niemocy dziecięcej :)

Dobrych snów :)
***
U nas choroby poszły w las, pozostawiając za sobą nieco brzydkiego kaszlu...Walczymy jednak i z tym, bo moje dziecię kochane zapisało (!) się na balet, którego zajęcia rozpoczynają się w najbliższy wtorek :)
Nie kosztuje to kroci więc zobaczymy, kiedy Jej przejdzie to całe pląsanie hahaha

A ja...ja wygrałam, wyobraźcie sobie, ROWER!
Taki ukochany, wymarzony, na przejażdżki dla mnie i rajdy rowerowy dla Kingi...
nanananananana

Zapraszamy też do Stolika :)

Klik w magiczne zdjęcie ;)


Buziaki przesyłamy i dziękujemy za odwiedziny :*

sobota, 22 września 2012

Szmacianki

Same lale, jak mawia Kinga...nieco chora, bardzo zasmarkana...

Dawno nas nie było.
Kinga zaczęła chodzić do przedszkola, a ja zaczęłam układać życie na nowo. Niby nie było Jej tylko parę godzin, ale czas jaki mi pozostał w domu raz się dłużył, raz za szybko leciał. Sprzątanie, wekowanie, spacery z psem tak długie, że przez bez mała dwa tygodnie bolały mnie plecy ;) i wszystko to, czym mogłam zająć się pod nieobecność Małej, odciągały mnie od bloga.
Same lalki czekały na pokazanie z tydzień...


Uszyłam je z myślą o najmniejszych.
Są bardzo kolorowe, bardzo miękkie, przy normalnym użytkowaniu (wytłumaczę za chwilkę) wytrzymałe, możliwe do prania i w ogóle najlepsze do przytulania.
Gdy uszyłam prototyp dla Kingi, od razu wiedziałam, że spodobają się i innym dziewczynkom :)



Prototyp uszyty dla Kingi:)
Od Baleriny Belli wszystko się zaczęło
***
No i jesień już nadchodzi. W mieszkaniu naszej starej, wielkiej kamienicy coraz chłodniej. Niedawno cieszyłyśmy się ciepłem, a tu raptem 19 stC na termometrze, a za oknami deszcz, wiatr i spadające wszędzie kasztany.
Przyjechał też lunapark...jakby chciał jeszcze swym hałasem przytrzymać lato na siłę... - choroba Kingi jakoś chyba nas uchroni od wizyty tam, choć Jej akurat niezbyt to na rękę.

Jutro też, w niedzielę 23 września, mieliśmy wszyscy stawić się na jarmarku...chyba w Kościanie. Cieszyłyśmy się bo, o ile zeszłego roku było nas wszędzie pełno, w tym roku nie wyjechałyśmy z zabawkami nigdzie...no ale choroba Latorośli pokrzyżowała nam plany.

Chcę też wytłumaczyć "normalne użytkowanie" zabawek...
Kinga zabrała swojego misia wielkogłowego do przedszkola. Ładny, zadbany, z błękitem oczy spodobał się na tyle dużej publiczności, że dzieci zaczęły bić się o niego...do momentu aż główka nie opadła, ciałko nie rozdarło się, a wypełnienie nie zaczęło wychodzić ciekawymi dla małych rączek kłaczkami.
Zaczęło się wtedy leczenie misia...czego skutkiem było odebranie go z kosza przy drzwiach, w jakże opłakanym stanie.
Dostał Antek jednak żółta łatkę i już cieszy, zręczniejsze chyba łapki kiniowe ;) no i pojedyncze, a nie zbiorowe ;)
***

Wpadajcie proszę, zostawiajcie za sobą znak...
Każdy z odwiedzających jest dla nas prawdziwym sukcesem :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...