Usiałam kiedyś zdyszana codziennością. Niby znowu nic się nie wydarzyło ale czas biegnie i męczy w całej rozciągłości. Kinia jest całym moim światem, ja częścią niego a naszym wspólnym też te parę prac... Zapraszam więc. Możesz stać się częścią naszego świata...Możesz przytulić jednego z naszych, czekających na Twoje ciepło królików, aniołów... :)
MamaKini i Kinia
stitched heart

poniedziałek, 10 marca 2014

RetroMonia


Jakiś czas temu, blogowa koleżanka, Monika, prowadząca blog kulinarny Pin up Cooking Looking zaproponowała mi uszycie lalki w Jej stylu, stylu retro.
Przejrzałam Jej zdjęcia, wybrałam cechy charakterystyczne stylu i starałam się stworzyć miniaturkę Moniki.


Oczywiście lalka posiadła większość cech ram czasowych, w których styl najbardziej się rozwijał, czyli wcięcie w tali i odpowiedni biust ;), ubrane w modne ciuszki, z woalem, jak z amerykańskich filmów ;)


 Szczególnie z biustu jestem zadowolona, bo wyszedł kształtny i okazały ;) Na górze stanowi integralną część z dekoltem, miseczki ma doszyte na części dolnej kadłubka i, właśnie, góry. Nie zrobiłam jej zdjęć poglądowych, więc trudno mi to wytłumaczyć, ale przy następnej okazji nadrobię zaległości. Dodatkowo, prócz biustu, lalka ma wcięcie w talii, profilowane, z podszyciem pośladków ;) Również mięsiste uda ;) i cienka pęcina ;) bardzo mi się spodobały. Lalka niestety nie siedzi...



***

Mamy też dziś święto - wieeelkie :)

Nasza młodsza część blogowa - Kinga, kończy 5 urodziny :)
Przed Nią wielkie zmiany. Od września idzie do szkolnej zerówki, to Jej ostatnie chwile w ukochanym przedszkolu.
Rośnie szybko, rozwija się wspaniale, pomysłami zachwyca.

Mądra z Niej dziewczynka :)


piątek, 17 stycznia 2014

Tutorial na kapciuchy i miła niespodzianka

Wiem, że prawie nikt nie śledzi komentarzy pod wpisami. Może, jeśli coś sam napisał i oczekuje odpowiedzi, to zdarzy się ale...
Postanowiłam więc podzielić się jednym z komentarzy, zamieszczonym pod wpisem o "Mollie Potrafi".

Ogłaszam wszem i wobec, że oto znalazłam odpowiedź Redaktor Prowadzące "Mollie potrafi", na moją recenzję.

Debiut „Mollie…” na polskim rynku prasowym jest bardzo udany. Według monitoringu kolporterów, po dwóch tygodniach sprzedało się ok. 50% nakładu, a jest to dwumiesięcznik. Z zainteresowaniem śledzimy też liczne dyskusje internetowe o naszym nowym tytule. Jesteśmy wdzięczni za wszelkie uwagi.Dziękujemy serdecznie autorce tej recenzji. Miło czytać, że zawartość jest fajna. Bierzemy sobie też do serca wszelkie sugestie i uwagi krytyczne, z którymi nie zamierzamy polemizować, bo Czytelnik nasz Pan. Parę spraw jednak wypada nam skomentować ze względu na wierność faktom.
Jakość papieru. Obawialiśmy się, że okładka matowa wywoła skojarzenia „papier sortu wc”. I tak się stało. A jest to szlachetny gatunek papieru Galerie Art Natura o wysokiej gramaturze 250 g, droższy od błyszczących okładek wielu luksusowych pism. W środku mamy też wysokiej jakości papier powlekany o gramaturze 70 g, nie mający nic wspólnego z tanim papierem 56 g stosowanym zwykle w wielonakładowych pismach ilustrowanych.
Oczywiście można by jeszcze zwiększyć gramaturę papieru, co zbliżyłoby ten magazyn do estetyki luksusowych folderów reklamowych. Nie pójdziemy jednak tą drogą, bo byłaby sprzeczna z estetyką edytorską licencjodawcy – angielskiego magazynu „Mollie makes”.
Cena. Magazyn tej klasy mógłby być tańszy tylko w przypadku znacznego (ok. 1/3 objętości) udziału reklam. Raczej na to się nie zanosi. Prosimy nie porównywać „Mollie…” z licznymi tytułami o robótkach ręcznych, bo to pod każdym względem inna bajka. Na marginesie zauważmy, że angielski magazyn „Mollie makes” jest w Polsce znany i czytamy, a jego cena w empikach wynosi 30 zł.
Materiały z kraju. Chcemy rozwijać dział z materiałami krajowymi. Mamy już konkretne plany i chętnie nawiążemy współpracę z Autorami krajowymi. Nie będziemy jednak zmniejszać udziału materiałów licencyjnych, bo nie przypadkiem na okładce mamy hasło „EUROPEJSKI HANDMADE”.
Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za uwagi i liczymy na współpracę z najbardziej aktywnymi Czytelniczkami.
Redaktor Prowadząca „Mollie potrafi”
Marta Borek-Białecka


Pierwszy raz spotkałam się z odpowiedzią Redakcji na recenzję, więc jestem zszokowana. Nie wnikam. Wiem, że zapewne szukano odzewu internetowego na nowy dwumiesięcznik ale...Odpowiedź, jak przeczytaliście, jest rzeczowa, odnosząca się bezpośrednio do mojej recenzji (nie wklejono zdawkowego dzięki i srutu tutu i, tak ze sto razy pod każdą wzmianką), czym Pani Redaktor na prawdę mnie ujęła.
Oczywiście ostatnie zdanie wzięłam sobie do serca :)

A Mollie w następnym wydaniu kupię, choćby z radości, że prowadząca była na moim blogu ;)
Chwali się !



***


Obiecywałam jednak kiedyś tutek, więc z takim dziś przybywam :)

Mam nadzieję, że spodoba się niejednej osobie i dzięki niemu, niejedna z nas, zanurzy stopy w ciepłych kapciochach :)



Na początku wycinamy wszystkie składowe kapci. Są to oczywiście podeszwy - z filcu oraz cholewka i stopa z polaru. Można dodać uszy, ogonki i inne tego typu ozdobniki, ale nie jest to konieczne.

Wszystko powtarzałam 4 razy, bowiem moje kapcie są podwójne.


Ja podeszwę utworzyłam stawiając stopę na kartonie i obrysowując zgrabny jej kształt (podeszwy, bo stopy to różnie postrzegam hahaha), zachowując po, około 5 mm naddatku na obwodzie, dla przeszyć.
"Przykrycie stopy" - za nic nie wiem jak to się nazywa, wykonałam składając materiał na pół i wycinając zarys kapcia, jaki znam z tradycyjnego obuwia. Cholewa to oczywiście prostokątny kawałek materiału, szerokością dostosowany do otworu "przykrycia stopy".
Trzeba tu zwrócić uwagę, żeby materiał rozciągał się na szerokość a nie wysokość, bo uszyty but może pękać.
Samo szycie dobrze jest wykonać maszyną posiadającą funkcję szycia tego typu materiałów ale, jeśli ktoś nie posiada wypasionego sprzętu, może po prostu ustawić mały zygzak.

Części zszywamy ze sobą.


Następnie przyszpilkowujemy górę buta do podeszwy i wszystko razem zszywamy.

Szukamy pary do pary :) 
Jedną, wewnętrzną część, przewracamy na prawą stronę. Pakujemy ją zgrabnie do części zewnętrznej, wciąż przewróconej na stronę lewą.
Dodajemy też, między cholewy, uszy w odpowiednich dla nas miejscach, jeśli oczywiście na uszy się decydujemy.


Wszystko przeszywamy, zostawiając miejsce na przewrócenie kapci na prawą stronę.






Uzyskujemy najpierw dwa buty na lewej stronie, które, przewracamy dziurką na prawą stronę.

Następnie but wewnętrzny wkładamy do buta zewnętrznego a dziurkę do przewracania zaszywamy, w moim przypadku, ręcznie.


Powstają nam ciepłe papucie.


Prawda, że proste :)

niedziela, 29 grudnia 2013

Nowość na rynku - Mollie Potrafi

Jako, że prócz szycia, nasze życie kręci się wokoło garów, co pokazujemy na W garze mieszane, zauważyłyśmy, że wciąż na rynku przodują kulinaria. Dzieje się tak również w czasopismach. Nieustannie powstają nowe pozycje, które zazwyczaj zachwycają polotem, nowatorskim podejściem do tematu i...zdjęciami, które chciałoby się zjeść, i to bez popity ;)
Istnieją oczywiście jakieś robótkowe gazetki na temat drutów czy szydełka, Burda i tym podobne do szycia ale...brakowało mi wciąż skumulowania wielu inspiracji w jednym miejscu. Tak, żeby i druciary znalazły coś dla siebie, i sutaszytki, i innej maści kreatywne, zaradne, oryginalne i zręczne osoby hehehe, takie jak my ;)

Pobiegłam więc szybko do kiosku, gdy dowiedziałam się o nowości rynkowej...


"Mollie Potrafi", wydawnictwa AVT - Korporacja Sp.zo.o zdawało się, że trafiła w niczym dotąd nie wypełnioną niszę. Może coś-tam-gdzieś-tam...ale w mniejszych miastach, dzięki tej pozycji zapewne zawrzało. Osobiście nie mam dojścia do Emliku a Kolportery itd też nie rozpieszczają naszych potrzeb, więc uścisnęłam czasopismo mocno i pobiegłam do domu...


Okładka wydawała się krzyczeć, że oto mamy coś, co postawiło przed sobą za zadanie, wykorzystanie papieru sortu wc :) Nie jest w tym nic złego. Tak nazwałam szorstki, matowy papier którym szczyci się np "Smak", znany wśród kulinarnych entuzjastów. Byłam więc przekonana, że środek będzie równie szorstki, klimatyczny, nieco jak z dawnych lat. 
Smak tym urzeka. Jest wielkim tomidłem, zawsze interesującym i powalającym dobrze dobraną zawartością. Tego samego chyba spodziewałam się po "Mollie".
Po otwarciu gazety zdziwiłam się więc, że wszystko jest tanio śliskie. Tzn niby kartki kolorem kipią, niby są gładkie i delikatne, ale jednak trącą taniochą...Tak, jakbym w ręce miała Tinę, Naj, czy inny rodzaj "lepszej półki, niskiej półki gazety". 
Czy to źle? Ano mi osobiście kłóci się tu okładka z wkładką ;)


Zawartość fajna. Interesujące inspiracje na pewno wykorzystam, może nawet nie raz. Kindze też przypadło do gustu kilka rzeczy, na które mam już zamówienia w stylu:
- mamo usyjesz?
No więc uszyję. Szczególnie, że na końcu czasopisma znaleźć można ze dwa, trzy wykroje. Wykonanie prac też nie jest jakąś tam zawiłością. Tutoriale, w które gazeta obfituje są jasne i zachęcające, więc nie trzeba szyć czy tworzyć latami, żeby móc skorzystać z opisywanych możliwości.


Oczywiście, tak jak zdaje się wspomniałam, znajdzie się tu coś dla każdego. Robótki ręczne zachęcają do zrobienia mitenek, meduzy w stylu Amidurumi, czy 8-bitowego serca. Szyjące zmienią swoją garderobę, robiąc jeden ciuch z połowy szafy ;) czy tworząc muszki dla mężczyzn oraz kolorowe kołnierzyki dla dam. Zrobimy również dżinsowy quilt, torebkę z kwiatem czy aparat filcowy. Oczywiście wszystko, co wykonamy będziemy mogły odpowiednio podarować, dzięki artykułowi "Sztuka dawania".



Mogłabym jeszcze poopisywać Mollie, ale po co?
Sprawdźcie same / sami.
12 zł, które trzeba zapłacić za pozycję jest i dużą kwotą i małą. Po świętach nie płakałam zbytnio nad źle wydaną kasą, ale gdybym gazetę kupowała przed świętami...zastanowiłabym się czy warto...
Punkt widzenia zależy bowiem od punktu siedzenia...

Pierwszy numer chciałam mieć, drugi pewnie też kupię.
Gdy jednak wkurzę się na to, że gazeta bazuje na zagranicznych twórczyniach, zapominając o swoim, jakże barwnym podwórku, zostawię nowość w archiwum...

Tu bowiem, jedynie kilka reklam pochodzi z polskiego podwórka. Reszta żywcem prawie przekopiowana ze, zdaje się, angielskiej wersji, gdzie gazeta wychodzi jako miesięcznik.

Mam nadzieję, że nie będę musiała omijać Mollie szerokim łukiem.
W razie czego macham ręką do wydawców...

Tu jesteśmy, tu...
Blisko, sąsiedzko a równie pasjonująco...

Świątecznie

Nasze święta, jakże inne od wcześniejszych, mimo wszystko były bardzo udane. Nie opływały w dostatkach, milionów na prezenty nie straciłyśmy, a wokoło nie było tabunów ludzi, ale to chyba pierwsze święta, gdzie nikt nie zastanawiał się, nie bał, nie truchlał...Będziemy je długo pamiętały i wierzymy, że staną się zapowiedzią dużych zmian...szczęśliwych dla nas zmian.


Najważniejsze, że towarzyszyła nam wspaniała choinka. Co prawda sztuczna, ale za to dekorowana z dużym zaangażowaniem. Kupiłyśmy sobie nawet nowe bombki. Kinga baletnicową, bo wciąż kocha ten taniec, ja z reniferem, żeby przeskoczyć wszystko i unieść się ponad poziomy.


Nie trzeba ukrywać, że najwięcej radości dały prezenty. Kinga była nimi obsypana przez rodzinę, ale postanowiłam pokazać tylko te ode mnie. Mocno kombinowane, ale wyjątkowo pieczołowicie wykonane. Może też dlatego, żeby treścią doszlifować formę, czy odwrotnie ;)


Budzik z Lidla w księżniczki już ze dwa razy obudził mnie w okolicach 3 nad ranem, ale był błyskiem w oku Kingi, gdy go widziała w sklepie.
To czerwone coś to kombinezon, który dostał ukochany miś Kingi - Szymek. Za dużo nie nakombinowałam się przy nim, bo znalazłam go w lumpku :) ale Szymek jest zadowolony i chodzi w nim od rana do wieczora :)


 Najwięcej napracowałam się przy łóżeczku. Tutaj użyłam, leżącego od prawie 5 lat w szopce stelażu po pierwszym wózku Kingi, który okazał się totalnym niewypałem i szybko się rozwalił. Spacerówkę wydałam, czy pod śmietnikiem zostawiłam, a ta gondola została.
Dorwałam ją więc w tym roku. Wybebeszyłam, wyszorowała, pomalowałam i...oblekłam w nowe szatki. Kraciasta obwódka, w ulubionym od niedawna kolorze - niebieskim (dotąd wszystko różowiło się w najróżniejszych odcieniach i sposobach), została wypełniona hmmm różowymi dodatkami. Materacyk w kropki, wypełniony pianką, poduszka z falbanami, kołderka z przeszyciem i dodatkami kokardek sprawiły, że wyściełanie nie tylko spodobało się Szymkowi, ale i Kindze.


Mała bawi się w łóżeczku całymi dniami. No, może krócej, bo prócz zabawek, słodyczy i owoców, w prezencie dostała...ospę :(
Męczy się więc Bidula aktualnie, wysypana, brudna i cała na biało, ale zaczyna już jeść, pić, "zasychać" więc oby Nowy Rok został przywitany przez naw hucznie i w towarzystwie...jak dotąd nie było...na co już się cieszymy :)


Jestem dumna, że dla Kingi wciąż bardziej liczą się włożone w pracę chęci i serce, a nie kasa :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Zdrowych, wesołych Świąt :)




Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
wszystkim naszym przyjaciołom życzymy
spełnienia marzeń, zdrowia i inspiracji...
z którymi zawsze możecie się do nas zgłaszać 

Dziękujemy za każdą obecność, na naszym blogu
mając nadzieję, że w 2014 również Was tam zobaczymy...
z gronem znajomych, których zaprosicie 

Każdą zabawkę od nas przygarniętą
dotykamy niewidzialną różdżką
żeby, jak zwierzęta w Wigilię
i ona przemówiła, dając wyraz swojej wyjątkowości

Wiemy, że do doskonałości nam daleko
ale tylko z Wami
będziemy pracować nad warsztatem
bo ktoś musi chcieć od nas te zabawki 

Wszystkiego najlepszego!

Udanego Sylwestra

I oby nadchodzący Nowy Rok
był przełomowy dla każdego
bo nas...
Nas czekają wielkie zmiany 


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Owca Magda


Owca Magda to, jakby to napisać, wynik akcji "Marzenie za marzenie". Ja mam masę pachnideł,mazideł i innych cudów, a Aga Madzię i ekipę Mikołaja :)


Madzia to wspaniała postać. Z reguły jest bardzo krzykliwa, wszędobylska i lubi porządzić. Nie da sobie w kasze dmuchać i uczy tego wszystkich. Uważa, że życie jest za piękne, żeby nie brać z niego garściami. Ma kilka kompleksów, ale szczelnie je kamufluje, jej niedociągnięcia przekute są w zalety a wady...oj tam wady! Niektórzy, jak uważa, i za zakalcem przepadają ;)

Jeśli trzeba jest jednak bardzo opiekuńcza. W ogień wskoczy za przyjaciółmi, odda gdy ktoś któregoś pobije, a, choć rogów nie ma, kopytkami też potrafi powojować.

Zawsze utuli, zawsze wysłucha, potańczy pogo, ale i wiersz zadeklamuje pełna namaszczenia. Jest po prostu jak najpiękniejszy bukiet w którym i róże się liczą, i polne kwiaty ze środka leśnej łąki.



Jestem pewna, że wyjątkowo dobrze będzie radziła sobie w nowym otoczeniu. Zawojuje światem jeszcze nie raz.

Na razie wspaniale wygląda w mieszkaniu Agnieszki, dla której Ją szyłam. Aga prowadzi fantastyczny blog Agowe petitki  i wspaniale sfotografowała Madzię w pięknych wnętrzach własnego mieszkania.
Odwiedźcie Ją koniecznie, bo znajdziecie tam tysiące rad!







Ogólnie, ostatnie dni wspaniale nas doceniają.
Niektórzy twierdzą, że jestem nieudacznikiem itd itp a jednak, nic temu nie wtóruje. Żadna chwila życia. Wręcz przeciwnie. Wiara we własne jutro napawa radością i ufnością a, Wasze odwiedziny krzepią i cieszą.

Dziękujemy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...