sobota, 9 maja 2015

Owca Karolina


Jak od półtora roku, dzieje się u mnie bardzo dużo. Również w szyciu. Nie zawsze zdążę zrobić zdjęcia moim pracom, ale tę owcę musiałam Wam pokazać. Jest wyjątkowa, bo dawno owiec nie szyłam. Ma jeszcze brata, bliźniaka. Czeka on jednak na guziczki w spodniach i dopiero się ujawni. Podobnie jak śliczna, różowa żyrafka. Już zapraszam na kolejne wpisy :)




Owca Karolina siedzi sobie na półce, w drewnianej skrzyneczce. Opowiada barankowi, którego niedługo pokarzę, i żyrafie, również jeszcze nieznanej szerszej publiczności, najróżniejsze opowieści. Snuje przed nimi historie o księżniczkach w wieżach, księciach na koniach i strasznych smokach. Opowiada o magicznych fasolach, złotych jajach i latających dywanach. Mówi dużo i kwieciście, zawsze godzinami.

Karolina to bowiem owca opiekuńcza. Potrafi zająć się przyjaciółmi, zabawić dzieci, natchnąć do działania nawet dorosłych. 
Słucha do tego równie zawzięcie, jak mówi. Potrafi doradzić, pokrzepić, przytulić do serca bez słów, co już daje każdemu przypływ pozytywnych emocji.


Uwielbia być elegancko ubrana, Stawia na wygodę i delikatność, uwielbia sukienki. Do tego zawsze przyozdabia głowę kapeluszem, kokardą, lub choćby małą spinką. Nie lubi jednak przepychu i w byciu, i w wyglądzie. Dlatego jest natchnieniem dla niejednej owcy. Koleżanki wręcz stawiają ją sobie za wzór elegancji. 



Dlatego, prócz opowieści i wysłuchiwania lamentów, oferuje porady stylistki najwyższych lotów. Jeśli ktoś chciałby mieć taką Karolinę 3 in 1, zapraszam. Czeka na dom.

***

Muszę iść obejrzeć, co macie ciekawego w swoich warsztatach :)
Jeśli komuś bardzo zależy na pochwaleniu się dokonaniami, zostawcie w komentarzach link. Zajrzę :)

sobota, 4 kwietnia 2015

Kilka słów o mnie






8 kwietnia, na półkach z czasopismami, znajdzie się kolejny, drugi w tym roku numer magazynu dla ludzi z pasją „Siedlisko”. Czytając redakcyjne zapowiedzi jestem pewna, że będzie ciekawym wydaniem.
Na razie jednak można kupić „Siedlisko” dla mnie wyjątkowe.

Od dawna wiem, że nic nie zdarza się bez przyczyny. Każde nasze posunięcie ma swój cel. Pracą, nauką i pokorą ludzie się bogacą a, z każdego doświadczenia trzeba zawsze wyłuskać dla siebie naukę. Nawet, gdyby świat nam się walił, możemy wyciągnąć dla siebie, z tych wydarzeń coś, co pozwoli nam żyć, działać, dążyć do celu.

Mogłabym długo opisywać co sprawiło, że w numerze 1/2015 „Siedliska” jest obszerny artykuł o mnie. Wiem, że pomogła mi praca nad sobą, dążenie do bycia szczęśliwą, ciekawość świata, wcześniejsze doświadczenia i zbieg okoliczności. Szczęście, to mało powiedziane. Ufam, że świat sprzyja dobrym ludziom. Mam nadzieję, że właśnie taka jestem.

Jaka jeszcze? Zaradna, pełna pasji, jak się okazuje, a co mnie zawsze dziwi, poukładana. Mam tak wiele zainteresowań, że zdawałoby się, że dla jednej osoby to zdecydowanie za dużo. Bardzo dużo piszę, dużo czytam, gdy znajdę czas to szyję. Otaczają mnie książki, zabawki, przede mną wciąż stoi włączony komputer a nad głową mam wielkie liście palmy, którą kupiłam „z odrzutów” w markecie, kilka lat temu. 

Jestem mamą fantastycznej sześciolatki. Jeszcze w tamtym roku prowadziłam zajęcia z gotowania, dla dzieciaków w przedszkolu. Dotąd, na ulicy, niektóre pozdrawiają mnie pytając, kiedy coś ugotujemy – bardzo mi tego brakuje…może kiedyś. 
Poza tym opiekuję się wyżlicą ze schroniska. Wymaga ona dużej uwagi, cierpliwości, spokoju. Dzięki niej pokochałam jednak rasę, pokochałam psy skrzywdzone, czekające na wyciągniętą ku nim rękę.



Z moimi dziewczynami podążam ścieżką życia. Nie powiem, żeby zawsze było nam różowo. Wiem jednak, że wciąż jest coraz lepiej. Wciąż się zmieniamy, ewoluujemy, poznajemy. Uwielbiamy biegać po łące, jeździć na rowerze w nieznane, maszerować przed siebie do bólu nóg. Zazwyczaj z tych wędrówek przynosimy skarby. Zioła, kwiaty, „chwasty”. Które przerabiamy na syropy, maceraty, susze, nie raz zjadamy w jakiejś wyjątkowej postaci.


Zawsze mam też z sobą notes. Po co mi? Bo natchnienie przychodzi bez uprzedzenia. Już wielokrotnie robiłam szklic zabawki na piasku, fotografowałam go, opisywałam. Z uwagi na to, że nie zawsze znajduję patyk do pisania…mam w kieszeniach kartki. W kieszeniach, w torbie…


Jaka jeszcze jestem?

Dowiecie się po przeczytaniu artykułu o mnie, o nas. Zapraszam do lektury. Macie jeszcze chwilkę czasu, zanim do kiosków trafi kolejny numer „Siedliska”.


Zapraszam

środa, 14 stycznia 2015

Królik marynarz.



Przed świętami szyłam praktycznie do ostatniej chwili. W garnku gotowały się wigilijne potrawy a ja jeszcze starałam się spełnić marzenia dzieci - na pożyczonej maszynie, bo moja tak się rozregulowała, że nie dało się pracować. Zakończyłam więc wszystkie prace, nie raz z opóźnieniem dostawy :( Zabawki były jednak tak wyjątkowe i pracochłonne, że doba miała zawsze zdecydowanie za mało godzin. Nawet niektórych lalek czy misiaków nie sfotografowałam...



W tym rozgardiaszu zapomniałam o jednej zabawce. Króliku Marynarzu, który pojechał do Finlandii. 
Rok temu - chyba, bo pewna nie jestem, szyłam królicę dla dziewczynki. Małej Moonie, do której poleciał królik w biało czerwonej sukience (chyba...), urodziła się siostra. 

Mea od świąt ściska tego oto Marynarza.
o
Marynarz, a raczej "Marynarka" hahaha to bardzo wesołe stworzenie. Żądne wiecznych podróży, kocha bryzę na twarzy, wiatr od morza między uszami i zgrzyt piasku w zębach, gdy wcina marchewkę na którejś z wydm. Nie raz to oczywiście jedynie jej fantazja, zawsze jednak dając "Marynarce" wytchnienie i niespożytą energię do zabaw ze swoją Przyjaciółką.
smile emoticon



Mam nadzieję, że będą się bawić razem radośnie...Całą czwórką, najlepiej 



Słowem wytłumaczenia się..."Marynarka" to pomysł Kingi. Uważam zresztą, że bardzo trafiony ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...