sobota, 29 grudnia 2012

Tulaj mnie na koniec roku i najlepsze pod słońcem prezenty :)

Nie powiem, żebym była jakąś kreatorką stylu, samozwańczym projektantem zabawek i w ogóle ochem i achem bo, przy większości prac gdzieś czerpałam natchnienie, gdzieś coś zapamiętałam i zapragnęłam, ktoś coś chciał i coś tam wykombinowałam ;) Owszem, staram się robić wszystko w zgodzie z sumieniem, razem z sercem i własnymi zapędami, ale zawsze to jest jednak nie od początku do końca tylko moje bo...no nie umiem jeszcze szyć i projektować, i tyle.
Dlatego ostatnie zamówienie roku...
Fajne, proste i na temat ale tak podobne do pierwowzoru, że aż ...

Poduszka to jednak jest, a nie małe coś. Wzmocniona wewnętrzną wszywką, żeby szycia nie popękały. Ze sweterka mojego, ale czego nie robi się "dla potrzebujących" i na prawdę tulaśne.


***
Zgoła innych przeżyć dostarczyła mi Kinga :)


Mała Małpka ulepiła przy okazji realizacji "mojego"zadania domowego dla córki koleżanki, dwa anioły z masy solnej. Jeden w trójwymiarze, drugi bardziej na płask hahaha Przedstawiają one mamę....i anioła, który początkowo była dla niej, ale ostatecznie okazał się prezentem dla Jej taty.



Nie muszę chyba pisać, jak bardzo jestem wzruszona z tej pracy...Ręka mi co prawda odleciała przy finale, ale to pewnie dlatego, że chyba zapomniałam obcinać paznokcie i przeważyły hahahaha Mam zielony nos i nastroszone włosy, ale za to te bary....hahaha Widać, że dźwigam na nich cały świat i pół nieba ;)

wtorek, 25 grudnia 2012

Wszystkiego najlepszego


Drodzy nasi
Dziękujemy Wam za cały, spędzony z nami rok
Był wspaniały, owocny i bardzo radosny.
Działo się w nim dużo, było wesoło, a wszystkie smutki szybko odchodziły w niepamięć.

Mamy nadzieję, że w 2013 roku...
Również będziecie z nami
A rok okaże się jeszcze lepszy niż ten odchodzący

Dziękujemy i zapraszamy

wtorek, 18 grudnia 2012

Królicze rodzeństwo


Pewna Ciocia, zdaje się, że Ciocia, zamówiła u nas króliki dla swojej gromadki dzieciaczków.
Początkowo miały być w trudnych kolorach lazuru, ale po oposie dzieci postanowiłyśmy pójść na żywioł i postarać się zrobić je tak, żeby pasowały do swych właścicieli, a jednocześnie nie były w lazurze zatopione :) 


Zrobiłyśmy:


Emila - najstarszego z czwórki rodzeństwa. lat 10, który ma niezwyczajne zdolności matematyczne. Jest samodzielnym, towarzyskim skautem, który lubi wyzwania, świetnie gra w szachy, pływa, jeździ na nartach, łyżwach, rowerze... Chociaż to wciąż jeszcze dziecko, często zachowuje się jak mały dorosły. Jest nadzwyczajnym chłopcem.
Emil dostał ogrodniczki w zwierzątka, zielony szalik na zimę i czapkę,osłaniającą żółty, wielki nochal :)

Sarę -mającą 3 lata, która chodzi do przedszkola I najmłodszą z rodzeństwa. Kiedy się widzi jej oczy, to człowiek cały uśmiecha się do nich.
Sarę ubrałyśmy w ramper w ... yyy...osioły, tudzież ufa :), z odlotowymi rękawami i opaskę w tym samym deseniu.








Emmę - mającą lat 8, która jest bardzo opiekuńcza, ma dużo koleżanek, często pomaga mamie w kuchni, jest uzdolniona manualnie, pięknie rysuje, chodzi na tańce, przywiązuje dużą uwagę do wyglądu, ma hipnotyzujący uśmiech, uwielbia falbanki, kokardki, torebki, opaski.
Emma dostała różową sukienkę z drapowaniem jak do flamenco...ale i opaskę zdradzającą jej domatorstwo.
  
Maję - która ma 5 lat, jest jak lalka z obrazka- prześliczna, duże oczy, ogromniaste rzęsy, pełne usta - do przedszkola chodzi chętnie, bo tam " można się całować z chłopakami" ;)
też chodzi na tańce, jest bardzo ekspresyjna w okazywaniu uczuć. Kokardki i falbanki = Maja :)
A Maja? Maja ma mocno falbaniastą i mocno koronkową sukienkę z finezyjnymi rękawami. Pod sukienką "jedwabne" pantalonki i kwiat we "włosach" ;)

I takie też miały być nasze króliki...Czy są? Okaże się :)

Na ten czas otrzymałam mail od Cioci i nie mogę go przestać czytać :)
Mam nadzieję, że mogę go tu przytoczyć, bo jest kwintesencją całego mojego szycia, a może raczej najlepszą z zapłat, za całe to szycie...

Pani Gosiu :):):):):):)
Pani Gosiu, Czarodziejko emocji - z całego serca, ogromnie DZIĘKUJĘ :):):):)
Króliki są cudne:), zachwyciły mnie ruchome nogi i ręce (nie wiedziałam o tym wcześniej), taka staranność w wykończeniach, genialne pantalony Emmy :)))), zdejmowana opaska Sary, słodki kapelusz Mai, fantastyczny pomysł z szalikiem Emila (biorąc pod uwagę taką zimę - element niezbędny) :))))
Pani Gosiu, jestem zauroczona. I jeszcze taki drobiazg - nie drobiazg - pięknie zapakowane. :)))
Jestem kolejną wielbicielką Pani talentu, proszę dbać o swoje dłonie.
Dziękuję :)
Kindze również bardzo dziękuję, bo jak rozumiem, również uczestniczyła w procesie tworzenia. Króliki są trafione w dziesiątkę moim zdaniem, ale oczywiście, jeśli będzie Pani zainteresowana jaki jest odbiór docelowych adresatów pluszaków, to chętnie dam znać.
Pozdrawiam ciepło. Życzę wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze, nie tylko na czas Świąt.
Pani Gosiu, dziękuję :)

I jak tu nie szyć?

sobota, 15 grudnia 2012

Rudolfina i Pyszałka


Na blogach coraz więcej informacji, że oto koleżanki odpoczywają po wytężonej pracy i zaczynają przygotowywać się do świąt.
U nas praca wciąż wre, że nie wspomnę, iż na 21 grudnia, do przedszkola, muszę uszyć jeszcze bagatela 17 worków na prezenty, które notabane też spadły mi na głowę ;)

No ale cóż...dziś przedstawiam Rudkę i Pyszkę ;), pomocnice Św Mikołaja :)


Pyszałka jest bardzo szczęśliwą pomocnicą Św Mikołaja :)
W sumie strojna, wytworna i z zadartym nosem, na pierwszy rzut oka wydaje się "królową na szczycie góry", ale przy lepszym poznaniu zauważa się, że nie różni się niczym pod pozostałych lal, anielic itd, powstających u nas. Jest wesoła, chyba po mnie lubi angielski humor ;) i, zupełnie nie po mnie ;) chce pozjadać wszystkie rozumy :)


Rudolfina jest pierwsza do harców, ale i do pomagania, wesoło przyśpiewuje sobie, podskakuje radośnie i jest jak mała gwiazdka pełna radości dla każdego, kto ją przygarnie.
Roztacza wokoło pozytywną energię, przy niej świat robi się kolorowy a najgorsze przeżycia stają się błahymi wydarzeniami dnia. 
Jest jak przodowniczka pracy :)
Jej motto to : byle do przodu :)



Obie chyba jeszcze czekają na swoje domy w Zgorzelcu :)

iiii...
pędzę, bo jeszcze mam parę prac na warsztacie :o

***

I SZYBKA NIESPODZIANKA NA FB

czwartek, 13 grudnia 2012

Anielice Rózia i Fruzia


Anielice obecnie rezydują na jarmarku. Nie wiem czy przyjadą z powrotem ale mimo wszystko warto wspomnieć, że powstały i czekają.


Rózia jest bardzo ekspresyjną anielicą. W swoich działaniach robi sporo hałasu i zdaje się, nie bać żadnych przeciwności losu. Prężnie idzie przez świat wyciągając pomocna dłoń do każdego, gdzie inne anielice nie radzą sobie, Rózia na pewno się sprawdzi, a jej wesołość i otwartość jest tak zaraźliwa, że w sumie chyba najlepiej sprawdzi się w domu, z małym nieśmiałkiem.


Podobnie jak Fruzia, która sposobem życia ośmiela każdego, pokazując, że nie ma rzeczy nie do przejścia. Przytula do serca z biegu i bardzo chce, żeby robić tak, ja ona tego chce bo, gdy podopieczny idzie mimo wszystko swoim torem, bardzo się denerwuje i głośno tupie nogami. Frustruje ją głupota, ciągnie za uszy niemiłych i oczami hipnotyzując, zaraża otoczenie radosnym śmiechem, nie raz bez powodu :)


Ot, takie anielice u nas wylądowały...

***

U nas powolutku.
Musze pochwalić się paroma fajnymi prezentami, ale to już chyba w następnym wpisie bo...ja wciąż zakrętu nie łapię ;)
hahahaha

piątek, 7 grudnia 2012

A na Mikołaja podaruję Ci...


Dziś nie robię nic, dziś odpoczywam, albo dla wnikliwych, dogorywam. Rozpoczął się bowiem jarmark w Zgorzelcu a ja siedzę zmęczona i zdenerwowana...żeby już choć jeden dzień był za nami...Nie ma mnie tam cieleśnie, ale duchowo jak najbardziej i, każdej duszyczki wypartuję, żeby chłonąć tą pozytywna energię, która na takich "zbiegowiskach" aż kipi z każdego konta.


Pojechała tam ekipa zwarta i gotowa z Mikołajami i reniferami do pary gotowa na podbój świata i uszczęśliwianie każdego, kto tylko zechce choć przedstawiciela przygarnąć i pokochać.



***
I cóż Wam tu jeszcze napisać?
Zmęczona jestem strasznie :) ale w sumie szczęśliwa, choć bardzo wyczekująca :)


A mając najnowsze doniesienia....wyglądamy TAK :)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zapraszamy na Jarmark w Zgorzelcu


Oczywiście w zakręty już nie wchodzimy. Masakra jakaś się zrobiła bo choroby drążą a czas ucieka ;)
Cieszę się, że zgromadzić się udało te parę sztuk na Jarmark, ale w głowę zachodzę, gdzie są wszystkie prace ? Przecież tyle szyłam!
hahahaha
Zapraszamy szczerze
***

A gdy na Jarmark nie szyję to staram się - jak mogę, realizować zamówienia dla konkretnych dzieciaczków.
Nie trzeba pisać chyba, jak o wiele radośniej szyje mi się właśnie takie zabawki :)





czwartek, 29 listopada 2012

Reniferów tentent


Renifery, łosie, jak zwał tak zwał, tętent swój roznoszą po całym mieszkaniu.
Sporo ich uszyłam i wydawało mi się, że wystarczy na bożonarodzeniowe zapotrzebowanie to 20 sztuk ale...to kropla w morzu potrzeb a mi się już reniferki odbijać zaczęły ;)
Nic tam więc...chyba spasuję na tych kilku :)





Z wieści u nas, Kama w sobotę jednak przeszła aplazję lewego oka i tym samym mam w domu cyborga...Nie, żebym się z niej wyśmiewała, bo oko jej wyglądało zdecydowanie gorzej jeszcze miesiąc temu, ale ostatnio w marku, dwóch chłopaczków wykrzyknęło na jej widok:
- ale zaje...piec, w tym wielkim oku pewnie ma lunetę na podczerwień...
hahaha
Co pokolenie to skojarzenia ;)

***

Jak tam Wasze święta?
Pracowite pewnie ;)
Ściskamy

niedziela, 11 listopada 2012

Sowy i małe co nieco

Osowiałam na całego. Gdyby nie inne "przyjemności" szyłabym je na okrągło. To wspaniałe odstresowanie w naszych, niezbyt kolorowych teraz dniach.
Są sporych rozmiarów, mięciutkie i do prania :)


***
W ramach odstresowania i przygotowań pewnych do większych zamówień typu prześcieradła, do których zabrać się ciężko ;) uszyłam Kini poszewkę na pościel.
Wszystko, z racji "chłopięcych" kolorków upstrzone zostało różowymi kolorkami i ogromnymi troczkami przy poduszce :)


***
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, To bardzo miłe i przynoszące niesamowicie wielką ulgę. Słów mało też, ile łez niektóre maile ze mnie wydarły. Jesteście wspaniali :)
A...Kamy wyrok przesunięty jest do jutra, ale chyba wzroku już nie odzyska, więc będzie miała "wypalane" nerwy wzroku...

piątek, 9 listopada 2012

Prezentowy szał trwa a u nas ogólnie mówiąc szpital...

Że święta tuż tuż, co poniektórzy wiedzą już od zeszłego Bożego Narodzenia, a namacalnie odczuwają to już od jakiegoś września, gdy sypia się zamówienia a to, co od zeszłego roku, na ten rok zdążyło się uszyć, zdaje się małą namiastką i wciąż niewystarczające...


U nas w tym tygodniu, na "parkingu" stanął czerwony, ala maluchowy pojazd, przy którym przycupnęła anielica.
Czekają, aż będą mogły wyruszyć do nowych właścicieli, rodzeństwa z zapędami motoryzacyjnymi i upodobaniem do aniołów.

Mam więc nadzieję, że spodobają się i przyniosą rodzeństwu masę przyjemności.


***
 Do mnie wczoraj przybył bardzo długo oczekiwany rower, o którym już jakiś czas temu Wam pisałam. Niestety nie załapie się już w tym roku na wypróbowanie szos, ale cieszy i...stoi na razie w pokoju, bo miejsce mu odpowiednie szukam do stałego parkowania...
Tutaj ma złożoną kierownicę i brak pedałów ale już wygląda imponująco ;)


***
Niestety nie samym szczęściem świat jest usłany i u nas kłopoty zdrowotne zagnieździły się na całego.
To, że Kinga posmarkuje, pokasłuje itd, dla przedszkolaka jest niczym dziwnym ale...
Pies niewielki, kundel matki mojej sąsiadki pogryzł Kamę...
Bidula wychodziła z tego tydzień, potem nie zdradzała żadnych ubolewań, pobolewań czy czegokolwiek aż wstała z powiększonym okiem, co okazało się jaskrą :(
Zaczęły się krople, kroplówki i inne podania leków (nauczyć można się wszystkiego i pierwszy raz jest najgorszy - wierzcie mi na słowo bo wszystko robiłam samodzielnie...) aż...jutro będzie miała "zatruwane" oko, gdyż wzroku już się nie uratuje, a i oko zastygło w stagnacji popraw...
Masakra :(
Jutro czeka mnie ciężki dzień więc trzymajcie kciuki...


I dziękuję!
Jak zawsze...
Za Waszą obecność i miłe słowa :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...